Szkoda, że nie ma przy mnie nikogo do kogo mogłabym się przytulić. Pomyślałam o ciepłych ramionach Kuby. Łzy poleciały mi z oczu. Przytuliłam mocniej poduszkę i zamknęłam oczy.
***
Obudziłam się na wielkiej łące. Byłam sama. Nie wiedziałam gdzie jestem. Widziałam wokół siebie samą zieleń. Zaczęłam iść. Przygrzewało słońce, a ja czułam się cudownie. Do czasu...
Nagle zerwał się wiatr, a raczej wichura. Chciałam się gdzieś schronić. W oddali zobaczyłam dwie postacie. Postanowiłam do nich podbiec. Zaczęłam rozpoznawać już rysy twarzy, ale nadal nie wiedziałam kim są ci ludzie. Więc biegłam szybciej. Stanęłam przed Kubą i Wiktorem. Zerwała się większa wichura, byłam przerażona, chciałam jak najszybciej znaleźć się w ciepłym i bezpiecznym miejscu.
W tym momencie obaj rozłożyli ramiona i rzekli:
- Chodź do mnie. Ze mną będziesz bezpieczna.
Nie wiedziałam co począć. Do kogo iść? Zdecydowałam się na Kubę. W końcu on jest mi bliższy. Podeszłam do niego, a on objął mnie ramieniem. Od razu poczułam się lepiej.
- Chodź za mną. - Powiedział, po czym wziął mnie za rękę.
Po kilku krokach jego ręce zmieniły się w szpony, które boleśnie wbiły mi się w dłonie. Zaczęłam piszczeć i wyrwać się. Spojrzałam ze łzami na jego twarz. Nie zobaczyłam już tych pięknych oczu pełnych troski, tylko oczy pełne nienawiści, twarz bestii, okropnego potwora. Krzyczałam. Wiktor ruszył mi na ratunek. Zaczął biec w moim kierunku. Chciałam jak najszybciej być niego, gdy znalazł się na wyciągnięcie ręki wyrosła przed nim niewidzialna bariera. Siłował się z nią, ale nie podołał. Wyrwałam się ze szponów i zaczęłam walić pięściami w barierę. Nic to nie dało. Moje ręce tylko odbijały się od niej jak od trampoliny. Płakałam. Szpony potwora wbiły mi się w żebra.
- Przepraszam. - Usłyszałam smutny szept Wiktora.
Bestia uniosła mnie i wrzuciła w przepaść. Krzyczałam w niebogłosy, a po chwili straciłam przytomność.
W tym momencie obaj rozłożyli ramiona i rzekli:
- Chodź do mnie. Ze mną będziesz bezpieczna.
Nie wiedziałam co począć. Do kogo iść? Zdecydowałam się na Kubę. W końcu on jest mi bliższy. Podeszłam do niego, a on objął mnie ramieniem. Od razu poczułam się lepiej.
- Chodź za mną. - Powiedział, po czym wziął mnie za rękę.
Po kilku krokach jego ręce zmieniły się w szpony, które boleśnie wbiły mi się w dłonie. Zaczęłam piszczeć i wyrwać się. Spojrzałam ze łzami na jego twarz. Nie zobaczyłam już tych pięknych oczu pełnych troski, tylko oczy pełne nienawiści, twarz bestii, okropnego potwora. Krzyczałam. Wiktor ruszył mi na ratunek. Zaczął biec w moim kierunku. Chciałam jak najszybciej być niego, gdy znalazł się na wyciągnięcie ręki wyrosła przed nim niewidzialna bariera. Siłował się z nią, ale nie podołał. Wyrwałam się ze szponów i zaczęłam walić pięściami w barierę. Nic to nie dało. Moje ręce tylko odbijały się od niej jak od trampoliny. Płakałam. Szpony potwora wbiły mi się w żebra.
- Przepraszam. - Usłyszałam smutny szept Wiktora.
Bestia uniosła mnie i wrzuciła w przepaść. Krzyczałam w niebogłosy, a po chwili straciłam przytomność.
***
Obudziłam się w swoim łóżku zalana potem. Spojrzałam na zegarek: 8.10.
Już chyba nie zasnę. Wstałam i poszłam do łazienki wziąć prysznic. W trakcie dostosowywania odpowiedniej wody zastanawiałam się co mógł znaczyć ten sen. Byłam pewna, że ten sen miał jakieś znaczenie. Był taki straszny i... realistyczny.
Świetne, jak zawsze :D :*
OdpowiedzUsuń